8 miesięcy temu
#życie #paradl #diapergirl
Hejka. Na start chciałam życzyć wszystkim wszystkiego dobrego w nowym 2026 roku! <3 :D
Ostatni wpis o mojej wpadce spodobał się niektórym w komentarzach, a dodatkowo – z powodu nudów na początku stycznia – wpadłam na pomysł, że napiszę, co tam u mnie.
Po ostatnim wpisie z września dzieliłam się zdarzeniem, jakie miało miejsce w wakacje. Wraz z wrześniem i kolejnymi miesiącami zauważyłam, że znowu zaczyna mnie lekko nudzić życie jako DiaperGirl i bardziej odnajduję się w byciu Mommy. Co ciekawe, przez całe życie miałam wrażenie, że mi tego brakuje, a jednak z dużą dzidzią jakoś mi to wychodzi :) (więcej szczegółów zdradzę później).
Noszenie pampersów na co dzień w moim przypadku przestało już przynosić mi tę ekscytację – że to tak nazwijmy. Trener personalny na siłowni, a jest to niesamowity facet (przystojny, mądry i w ogóle wszystko chyba), mówił, że nie mam czym się przejmować ani czego się wstydzić, bo pod jego skrzydłami nikt nic nie powie. Wyjścia do kina, które uwielbiam, dalej przynoszą mi tę radość, bo to kino i można miło spędzić czas we dwoje, a jako iż jestem wielką fanką kina, to jak znalazł. Pampersy pomagają w kinie – wie każdy – zero problemów z opuszczaniem filmów i publicznymi toaletami (mój odwieczny wróg), ale dalej czułam i czuję, że coś się zmieniło.
Jesień i zima mają ten plus, że można ubierać się w dresy i nikt nie widzi, co mam na tyłku, i chyba mi tego brakuje, bo latem mam takie wrażenie, że może ktoś zobaczy i czuję lekką dawkę adrenaliny! Co jest śmieszne, jakby nie patrzeć, ale z wiekiem zauważam, że coraz bardziej nudzę się wszystkim bardzo szybko i nie wiem, z jakiego to powodu. Może wy mi powiecie, czy też tak mieliście albo macie, że praktycznie nic nie daje wam już radości. Podzielcie się w komentarzach – będzie mi bardzo miło przeczytać wasze wypowiedzi.
Ale wracając do meritum – czy widzę siebie bez pampersów? Nie wiem. Trochę do nich przywykłam, zwłaszcza na mieście: załatwiając różne sprawy, będąc na zakupach, w restauracji czy nawet u kosmetyczki na paznokciach. Z jednej strony to chore, że w wieku 28 lat mam coś takiego, a z drugiej patrzę na to tak, że za wygodę jeszcze nikogo nie zabili xD
Odnośnie tematu Mommy, o którym napomniałam: moja praca sprawia, że pracuję zdalnie, i to samo mój narzeczony. Jednak z nim jest taki case, że nie jest chętny do jakiegoś intensywnego praktykowania tego fetyszu i nie mam mu się co dziwić – to jego wybór i nie będę go do niczego zmuszała. ALE! Jakiś czas temu powiedziałam mu, że podoba mi się jego Daddy vibe wobec mnie i że chciałabym też zaopiekować się maluszkiem, a jako iż innego nie znam osobiście, to padło na niego. Powiem tak: został „zapieluchowany” na 2 tygodnie, 24/7, w pakiecie all inclusive – karmienie, przebieranie, mycie, ubieranie, sex ^^ Jednym słowem wszystko. Mega mi się to podobało, ale 2 tygodnie strzeliły jak z bicza, a on, nie chcąc zrobić mi przykrości, twierdził, że wszystko mu się podobało. Niestety praca zmusiła go do wyjazdu na miesiąc do Arabii i aktualnie zostałam sama.
Chcąc nie chcąc, na ratunek przyszła moja przyjaciółka, która wie o moim fetyszu i podziwia mnie, że mi się chce, bo – jak stwierdziła – ona by tak nie potrafiła. Na co ja wyszłam z tezą, że jeśli chce tak gadać, to musi najpierw spróbować, co spotkało się z bardzo negatywną oceną z jej strony. Jednak wspólne wyjście na miasto pomogło, gdy musiała szukać toalety na parkingu w centrum handlowym. I ktoś powie: co jest trudnego znaleźć toaletę na parkingu? To już biegnę z odpowiedzią – nic nie stoi na przeszkodzie, chyba że najbliższa toaleta jest w remoncie, a do następnej jest dobre 5 minut. Dziewczyna dała radę i zdążyła, więc pochwaliłam ją, że jest „good girl” dla śmiechu, ale jej się to spodobało, a napomnienie jej, że jakby dała się wcześniej namówić na założenie pieluchy to nie miałaby takich problemów.
Także od soboty dzielnie walczę z Karoliną, aby była "good girl" i słuchała się Mommy, jednakże idzie trochę opornie i muszę poćwiczyć z nią temat robienia siusiu w pieluszkę bo dalej stawia opory...
Co będzie to zobaczymy. Może nie zabraknie mi cierpliwości przy kolejnym dziecku... ;)
Lubię czytać takie dłuższe posty, oby w tym roku było ich więcej :-)
Jeśli "nic nie daje już radości" to chyba warto udać się do specjalisty.
Kink (ten i inne) mogą być źródłem szczęścia i satysfakcji, ale to normalne, że "zainteresowania" ewoluują, np. w stronę roli mommy. Na szczęście samo bycie kinky się nie zmieni i pozostanie z Tobą :-)
Świetnie jest mieć akceptującego/wspierającego partnera, ale jak sama zauważyłaś "twierdził, że wszystko mu się podobało" bo nie chciał zrobić Ci przykrości. Jeśli Twój partner sam nie ma jakiegoś fetyszu to raczej nigdy nie będzie na to patrzył tak jak Ty i nie sprawi mu to takiej przyjemności jak Tobie.
Komentarz usunięty przez autora posta.