Avatar

Marek

rok temu

#opowiadanie

Rozdział 4

Bójka na szkolnym korytarzu

Ubiegłej nocy, Łukasz nie mógł zmrużyć oka i nazajutrz szykując się do szkoły, nie czuł się najlepiej. Miał wielką ochotę na jeszcze kilka godzin snu i oddałby wszystko za taką możliwość. Nie mógł jednak sobie na to pozwolić, ponieważ wielkimi krokami zbliżała się matura (poprzedzona balem maturalnym, na który nie miał ochoty się wybierać) i chciał wypaść na niej jak najlepiej. Zamierzał bowiem skończyć studia, znaleźć dobrą pracę, wyprowadzić się i zacząć żyć na własny rachunek.
W tej chwili czuł się niczym uziemiony.
Przed wyjściem z domu, Łukasz wypił szklankę mocnej kawy, a potem udał się na parking, wsiadł do samochodu i pojechał do szkoły.



Na lekcji matematyki, Łukasz nie potrafił skupić się na wykładzie. Z racji tego, że w nocy miewał koszmary jego umysł funkcjonował na zwolnionych obrotach.
– Krasicki, do odpowiedzi! – nakazała profesor Balicka.
Łukasz dość ociężale wstał z krzesła, a następnie powoli ruszył do tablicy. Niestety nie potrafił rozwiązać równania, które zadała mu profesorka. Gdyby nie fakt, iż był zmęczony, z pewnością poszło by mu to o wiele sprawniej.
– Wracaj na miejsce – rzuciła profesor Balicka, wyraźnie zawiedziona – z powodu dzisiejszego nieprzygotowania wstawiam ci minusa.
Łukasz nie przejmował się tym zbytnio. Dobrze wiedział, że tak niewielkie potknięcie da się łatwo skorygować, a ponadto nie będzie ono miało wpływu na wynik matury.
Kiedy wrócił na swoje miejsce, poczuł, że ogarnia go przemożne zmęczenie. Tak dojmujące, że zasnął na siedząco z na w pół zamkniętymi oczami. Odpłynął tak bardzo, że nie usłyszał dzwonka kończącego zajęcia. Zbudził się dopiero wówczas, kiedy profesor Balicka delikatnie nim potrząsnęła.
– Łukasz, koniec lekcji – oznajmiła – Idź na przerwę.
Łukasz zrobił to bez słowa.



Łukasz siedział na ławce, czekając na rozpoczęcie lekcji biologi. Na korytarzu panował istny gwar, lecz był tak zmęczony, że niemal nie zwracał na to uwagi. Po chwili zauważył jak w jego stronę zmierza Iza.
– Zachowujesz się tak, jakbyś był nieobecny – spostrzegła, kiedy usiadła obok niego na ławce, a Łukasz nie zareagował na jej przywitanie – Czy wszystko w porządku?
Łukasz westchnął, pocierając oczy.
– Tak, po prostu kiepsko spałem. To wszystko.
Iza pokiwała głową z aprobatą, a potem spytała z wahaniem:
– Mam tylko nadzieję, że nie zmieniłeś zdania co do kwestii naszego wspólnego pójścia na studniówkę?
Łukasz uśmiechnął się blado, lekko kręcąc głową.
– Nie, oczywiście, że nie. Bardzo chętnie pójdę z tobą na ten bal.
– To świetnie. Bo już myślałam, że...
Nie zdążyła dokończyć, ponieważ niczym spod ziemi wyrósł przed nimi Bartek — uczeń z ich klasy. Przyjął buntowniczą postawę, zaciskając dłonie w pięści, zaś na jego twarzy malował się gniew. Tak silny, że Iza aż się wzdrygnęła.
– Posłuchaj, kretynie – odezwał się do Łukasza, piorunując go wzrokiem – Naprawdę myślisz, że taka laska jak Iza pójdzie z tobą na studniówkę?
Łukasz nie do końca wiedział jak zachować się w tej sytuacji. Nie był zwyczajny brać udziału w awanturach. Zdał sobie jednak sprawę, że Bartek musiał podsłuchiwać jego rozmowę z Izą. W przeciwnym razie nie zareagowałby tak gwałtownie.
– Mówię do ciebie! – krzyknął, a następnie chwycił Łukasza za koszulę i energicznie postawił do pionu – Głuchy jesteś?!
Łukasz stał nieruchomo, wpatrując się w rywala szeroko otwartymi oczami, w których kryło się przerażenie. Senność zaś, która wcześniej mu dokuczała, teraz zupełnie zniknęła.
– Bartek, zostaw go! – wtrąciła się Iza, która do tej pory bacznie wszystko obserwowała – Co ci odbiło?
Bartek puścił koszulę Łukasza, po czym zgromił wzrokiem Izę i odepchnął ją na bok tak mocno, że dziewczyna zatoczyła się omal nie upadając.
– Spadaj! – warknął – To sprawa pomiędzy mną, a tym idiotą!
Przyglądając się całemu zajściu, Łukasz uznał, że tego już za wiele. Czując narastającą w nim złość, zacisnął dłoń w pięść i wymierzył Bartkowi cios w podbródek. Chłopak zachwiał się, a potem runął na ziemię jak długi. Iza zaś pisnęła z przerażenia, zakrywając oczy dłońmi.
Łukasz był zaskoczony swoim zachowaniem. Nigdy nie był bowiem tak agresywny. Owszem — w podstawówce zdarzało mu się brać udział w bójkach, jednakże były to szczenięce lata, które już dawno miał za sobą.
W tej chwili powinien zachowywać się o wiele bardziej racjonalnie.
Bartek leżał jeszcze przez moment na ziemi, wyraźnie zaskoczony otrzymanym przez Łukasza ciosem, a następnie wstał, zacisnął dłonie w pięści i warknął:
– Zatłukę cię, skurwysynu!
Wola walki, którą z początku odczuwał, teraz zupełnie opusciła Łukasza. Stał jak sparaliżowany, wlepiając wzrok w rywala i czując narastający strach. Bartek widząc jego brak animuszu, doskoczył do niego i wymierzył mu potężny cios w brzuch. Łukasz mimowolnie zgiął się w pół, wypuszczając ze świstem powietrze z płuc i głośno kaszląc. Chwycił się oburącz za brzuch i już chciał się wyprostować, gdy nagle otrzymał kolejny cios. Tym razem prosto w szczękę, co sprawiło, że teraz to on upadł na ziemię. Odruchowo zasłonił twarz lewą ręką, uświadamiając sobie, że z rozciętej wargi sączy mu się krew. Poczuł jednak coś jeszcze – ciepły strumień moczu, spływający mu po udach prosto do pieluszki.
– Co tu się wyrabia do jasnej cholery! – warknął woźny, który akurat przechodził korytarzem, jednocześnie rozganiając gapiów, którzy przyglądali się całej sytuacji.



Po incydencie na korytarzu, Łukasz i Bartek wylądowali na dywaniku u dyrektora.
– I co ja mam z wami zrobić, panowie? – zastanawiał się, wlepiając w nich wściekły wzrok i bębniąc palcami o blat biurka.
Obaj zachowywali milczenie, czekając na dalszy rozwój wypadków.
– Zachowaliście się nieodpowiedzialnie – stwierdził dyrektor Marczyk i po chwili dodał: – Żeby nie powiedzieć idiotycznie.
Łukasz miał już dość tych oskarżeń. Przecież nie był niczemu winien.
– To on zaczął – bronił się, wskazując ruchem głowy na stojącego obok Bartka.
– Nie kłam! Choć raz bądź facetem i do wszystkiego się przyznaj!
Łukasz nie do końca wiedział, co to miało znaczyć. Stanął wszak w obronie Izy, więc miał większe jaja, niż reszta chłopaków w jego klasie.
– Zamknij się! – odkrzyknął – Dobrze wiesz jak było! Mam na to świadków!
Bartek poczuł jak wzbiera w nim gniew.
– Ty pieprzony...
– Dosyć! – przerwał dyrektor Marczyk. Złapał oddech, po czym mówił dalej: – Chyba zdajecie sobie sprawę jakie grożą wam konsekwencje?
Obaj skinęli głowami. Łukasz zdawał sobie sprawę, że za bójkę w szkole może zostać zawieszony w prawach ucznia. Zbytnio się tym jednak nie przejmował. Wiedział, że to nie on wszczął awanturę i miał na to świadków: chociażby Izę, która na pewno stanie za nim murem, biorąc pod uwagę, że obronił ją przed Bartkiem.
– Taki wstyd – mruknął dyrektor Marczyk, kręcąc głową – Żeby w tym wieku zachować się jak banda gówniarzy.
Obaj wciąż milczeli. Chcąc przerwać panującą w gabinecie ciszę, dyrektor powiedział:
– Tym razem wam daruję, ale mam nadzieję, że postąpiliście tak po raz ostatni.
Łukasz i Bartek skinęli głowami.
– Wracajcie na zajęcia – nakazał dyrektor – Nic tu po was.
Obaj wyszli bez słowa.



Po wizycie u dyrektora, Łukasz udał się do pielęgniarki. Tym razem wszedł do jej gabinetu bez pukania. Uznał bowiem, że skoro Dorota ma jego prywatny numer telefonu, nie musi silić się na aż taką uprzejmość.
Kiedy znalazł się w środku, okazało się, że kobieta rozmawia z kimś przez telefon.
– Skoro ból brzucha w dalszym ciągu nie minął, proszę jak najszybciej udać się z córką na SOR – powiedziała. Umilkła na chwilę, po czym dodała: – Żywię jednak nadzieję, że to nic poważnego.
Dorota rozmawiała jeszcze przez moment, a kiedy odłożyła słuchawkę na widełki i spostrzegła stojącego w gabinecie Łukasza, na jej twarzy pojawił się troskliwy uśmiech.
– No cześć, kochany – rzuciła z rozbawieniem, podnosząc się z krzesła i podchodząc nieco bliżej – Co tak wcześnie cię do mnie sprowadza? Zwykle bywasz tu później.
Łukasz odruchowo próbował zasłonić prawą dłonią bolące miejsce na twarzy, lecz Dorota i tak je zauważyła.
– O kurczę, kto ci to zrobił? – zapytała z udawanym przejęciem.
Łukasz lekko spuścił głowę.
– Biłem się – oznajmił po chwili milczenia.
Pielęgniarka uniosła brwi.
– Z kim?
– Z Bartkiem. Uczniem z mojej klasy – przyznał, a następnie wyprostował się i dodał niemal krzycząc: – Doczepił się do mnie, a potem bezczelnie pchnął Izę, więc musiałem stanąć w jej obronie.
Usłyszawszy to, Dorota rozpromieniła się.
– Oh, ty mój dzielny rycerzu – rzuciła wesoło, cmoknąwszy go w policzek.
Z początku Łukasz chciał zetrzeć z siebie ślad owego pocałunku. Uznał jednak, iż lepiej będzie się powstrzymać.
– Zachowałeś się bardzo dzielnie i odważnie – dokończyła Dorota.
– Chyba nie miałem innego wyjścia.
W gabinecie zapanowała chwilowa cisza. Zaraz potem pielęgniarka spytała:
– Czy zaprosiłeś może Izę na studniówkę?
Łukasz skinął głową.
– Tak – wyznał. Miał na tym zakończyć swoją wypowiedź, gdy nagle coś mu się przypomniało: – To znaczy to ona mnie zaprosiła...tak jakby...
Dorota uniosła brwi.
– Co przez to rozumiesz?
Łukasz wyjaśnił pokrótce przebieg rozmowy z Izą w swoim domu. Kiedy skończył, pielęgniarka rzekła z niedowierzaniem:
– To niebywałe, żeby dziewczyna prosiła chłopaka czy pójdzie z nią na studniówkę. Zwykle bywa odwrotnie.
Łukasz nie skomentował tego oczywistego faktu. Chciał jak najszybciej załatwić to, po co tu przyszedł i wynieść się stąd. Widząc brak reakcji z jego strony, Dorota podeszła do niewielkiej zamrażarki, w której trzymała lód i powiedziała:
– No tak. My tu gadu gadu, a powinnam przecież zająć się twoją obolałą twarzą i sprawdzić stan twojej pieluszki.
Gdy pielęgniarka przewijała Łukasza, chłopak leżał na kozetce, prawą ręką przykładając lód do zbolałego miejsca na twarzy. Przyglądając się kobiecie, mimowolnie zerknął na jej krocze i zobaczył delikatną czerwoną plamę na spodniach. Uświadomił sobie wówczas, że Dorota dostała okresu, najprawdopodobniej o tym nie wiedząc. Pomyślał więc, by jej to oznajmić, lecz szybko uznał, że nie ma to żadnego sensu. Pomyślał, że skoro kobieta tak bardzo z niego drwiła, to być może karma niedługo do niej wróci i nieoczekiwanie zaliczy wpadkę z miesiączką.
Gdy Łukasz został już przewinięty, pożegnał się z pielęgniarką, po czym opuścił gabinet, zamykając za sobą drzwi.

*

Na zajęcia już jednak nie wrócił. Obawiał się, że uczniowie z innych klas będą w kółko rozprawiać o dzisiejszym incydencie. Postanowił więc się ulotnić w nadziei, że do jutra sprawa nieco przycichnie.

Oto czwarty rozdział mojego opowiadania. Dajcie znać, czy się podoba, a już wkrótce pojawi się kolejny :)

3
avatar
SzymonP rok temu

Super jest fajnie się czytac

avatar

Czekam na następną część

avatar
Damianlis rok temu

Fajny tekst